Narzędzia tłumacza

Narzędzia tłumacza

Nie od dziś wiadomo, że ilu jest tłumaczy tyle może być wersji przekładu. Dlatego też zawód tłumacza jest zawodem wolnym, jest bardziej sztuką niż rzemiosłem (mimo, że tłumacz winien posiadać swój „warsztat”).

I tak, jak rzemieślnik posiada w swoim warsztacie odpowiednie narzędzia, tak i tłumacz powinien wyposażyć się w odpowiednie pomoce. Na serio! Tłumaczenie jest wprawdzie procesem myślowym, ale nie po to człowiek wynalazł, np. kalkulator, aby dalej zliczać słupki w pamięci.

Jakie więc narzędzia może tłumaczowi zaoferować współczesność?

Jest ich parę i na szczęście część z nich jest darmowa. Zacznę właśnie od tych, a skończę na bardzo zaawansowanych i oczywiście płatnych (to chyba akurat nikogo nie dziwi).

W wyszukiwarce Google szybko znajdziemy adresy kilku translatorów on-line. Wśród najbardziej popularnych omówię te, które są warte uwagi i te, których lepiej unikać. Dla sprawdzenia sprawności tych translatorów i trafności tłumaczeń wybrałam pięć przykładowych zdań testowych, z którymi musiały się zmierzyć translatory:

  1. This is your website.
  2. Good luck and return soon.
  3. He said he would be the following day.
  4. I wish he could do so.
  5. I made him move that trash.

Pierwszy z zawodników całkiem nieźle sobie poradził, choć zaczął fatalnie. Był to translator Google, który dał następujące odpowiedzi:

  1. To jest swojej stronie internetowej.
  2. Powodzenia i rychłego powrotu.
  3. On powiedział, że będzie następnego dnia.
  4. Chciałbym móc to zrobić.
  5. I uczynił go przenieść te śmieci.

Wyniki mają sens, choć z elegancją przekładu nie mają dużo wspólnego. Zaletą tego translatora jest to, że oferuje alternatywne podpowiedzi do problematycznych fraz i wyrazów więc można dokonać korekty tłumaczenia on-line. Podpowiedzi tłumaczeń dostępne są intuicyjnie po kliknięciu na wybrane słowo:

Opcje tłumaczeń oferowane przez translator Google.

Dodatkową zaletą narzędzia Google jest to, że można go zintegrować z własną stroną internetową. Google oferuje bowiem usługę automatycznego tłumaczenia całych witryn. Wystarczy z odpowiedniej strony Google skopiować kod źródłowy to pliku naszej strony i ze specjalnego okna wyświetlanego na stronie zlecamy tłumaczenie witryny:

Moduł Google do automatycznego tłumaczenia stron internetowych.

Jakość tłumaczenia będzie podobna do wyników pracy wcześniej wspomnianego translatora. Jest to jednak rozwiązanie godne polecenia w przypadku chęci szybkiego udostępnienia innych wersji językowych naszej strony. Przynajmniej za rezultaty tłumaczenia nie musimy się wstydzić, bo każdy użytkownik wie, że jest to tłumaczenie automatyczne wykonane przez aplikację Google’a.

Innym godnym polecenia translatorem jest Translatica. Tłumaczenie 5 zdań testowych wypadło całkiem nieźle. Przede wszystkim pierwsze zdanie, z którym nie poradził sobie Google, tu wyglądało całkiem zgrabnie. Oto odpowiedzi z Translatica:

  1. To jest twój serwis internetowy.
  2. Szczęście i zwracać niedługo.
  3. Powiedział, że będzie następnego dnia.
  4. Chcę by mógł zrobić tak.
  5. Sprawiłem, że on przenosi te śmiecie.

Na polskich stronach internetowych najszybciej natkniemy się na translatora Onetu. Bardzo dobrze tłumaczy…ale tylko pojedyncze słowa. Jego zaletą jest mnogość podpowiedzi, które pochodzą z wielu istniejących serwisów internetowych i słowników. Dlatego znajdziemy tam definicje i tłumaczenia z Cambridge.org, Oxford, Longman, Google, itp.

Innym translatorem jakiego możemy zechcieć używać, jest ten, ze strony: http://translate.reference.com. Jeśli akceptujesz odpowiedzi translatora Google’a, to ta strona też Ci się spodoba, bo wynik tłumaczenia jest dokładnie taki sam! Albo algorytm tłumaczenia mają bardzo podobny albo na tej stronie jest jedynie kopia translatora Google. Nie mnie osądzać aspekty moralne takiego działania.

Kolejną stroną, którą spokojnie możemy omijać (mimo wysokiej pozycji w wyszukiwarkach) jest http://www.mtranslator.pl. Nawet nie zaprezentuję ich wyniku tłumaczenia zdań testowych, bo jest to niezrozumiała papka słowna.

Następnym narzędziem, którego może tłumacz używać w codziennej pracy, są słowniki elektroniczne. Mimo powszechnej obecności urządzeń elektronicznych z dostępem do Internetu (gdzie znajdziemy wszystko), elektroniczne tłumacze wciąż mają coś unikalnego do zaoferowania. Niekwestionowanym liderem, który dystansuje konkurentów jest Ectaco. Ich najnowszy model: EP900 – 1599zł oferuje znaki foniczne i nagrania szukanych wyrazów. Tłumaczy również dłuższe frazy, zdania i odczytuje je. Posiada zbiór opracowań, lekcji, przeliczniki miar anglosaskich, itp. – wiele rzeczy w jednym urządzeniu. Warte polecenia dla mobilnych tłumaczy bez dostępu do Internetu.

Teraz przejdźmy do narzędzi płatnych. Skoro płacimy za coś, to oczywiście możemy się spodziewać nowej jakości. I tak jest w przypadku dwóch światowej klasy programów wspomagających pracę tłumacza: memoQTRADOS. Oba te narzędzia (tzw. CAT tools) są powszechnie używane przez poważne biura tłumaczeńnowoczesnych tłumaczy. Zestawienie podstawowych danych obu narzędzi przedstawiam w poniższej tabelce:

Porównanie CAT tools:
memoQ
translator standard / translator pro
TRADOS Studio 2011
Freelance / Professional
cena za licencję 149 / 620 Euro 633 / 2460 Euro
ilość stanowisk w licencji 2 / 2 1 / 1
praca w sieci, wspólne projekty tylko dzielenie bazy danych / tak nie / tak
wsparcie plików: Microsoft Office, HTML, Adobe FrameMaker, Adobe InDesign, Trados TTX files, bilingual .doc/.rtf, XLIFF, XML Robohelp, AuthorIT, DITA, FreeMind, HTML TOC, Scalable Vector Graphics (SVG), Typo3, Microsoft Visio 25 formatów
Ilość obsługiwanych języków dowolna / dowolna 5 / dowolna

Ceny podane w artykule są cenami producenta (nie polskiego re-sellera), aktualnymi na dzień 25.12.2011, przy oferowanych wtedy promocjach.

Na zakończenie tej krótkiej recenzji dodam jedynie, że osobiście wolę memoQ i używam go z powodzeniem od roku. Wybór tego produktu był spowodowany o wiele niższą ceną i intuicyjną obsługą, czego nie można powiedzieć o TRADOS. Wystarczy wspomnieć, że w memoQ mogę pracować nad wieloma dokumentami jednocześnie, mając otwarte jedno okno, podczas gdy w TRADOS mamy do czynienia z ciągłym przełączaniem okien.

Na koniec bezcenna rada. Niezależnie od wykorzystywanego oprogramowania czy słowników, najważniejsze i najbardziej owocne są konsultacje z ekspertami w danej dziedzinie czy z innymi tłumaczami. Takie konsultacje „face-to-face” czy na internetowym forum tematycznym dla tłumaczy pozwolą na wybranie właściwej frazy czy pojedynczego słowa. Czasami natrafimy na nową, lepszą od naszej wersji, albo po prostu koledzy po fachu zwrócą uwagę na jakiś istotny element, który pominęliśmy. Po takich konsultacjach będziemy mieć pewność, że tłumaczenie jest dopracowane i wolne od przypadkowych błędów.

Comments are closed.

Linguistic Atelier